Patron


Romuald Jałbrzykowski


KAPŁAŃSTWO

W cichym zakątku Ziemi Łomżyńskiej, na tle bujnych sadów, nad brzegiem strumyka leży szlachecki zaścianek Łętowo Dąb. Tutaj z dziada pradziada osiedlił się szlachecki ród Jałbrzykowskich. W herbie mają grabie, zatknięte w kopę siana, stąd i nazwa herbu „Grabie”.

Rodzicami arcybiskupa Jałbrzykowskiego byli Feliks i Rozalia z Krajewskich. Bogobojnych tych ludzi obdarzył Pan Bóg czworgiem dzieci: dwiema dziewczynkami i dwoma chłopczykami, z których przedostatnim był Romuald.

Urodził się on we wsi Łętowo Dąb 7 lutego 1876 roku i został ochrzczony w swojej rodzinnej parafii Kołaki Kościelne.

Matka przyszłego arcybiskupa chciała koniecznie, aby jej syn został księdzem. W tych czasach, a były to czasy zaborów, sieć szkolna była słabo rozwinięta. Najbliższa szkoła od Łętowa znajdowała się w Kołakach Kościelnych. Rad nie rad, młodziutki Romuald musiał tam chodzić pieszo, bez względu na porę roku, robiąc co dzień, tam i z powrotem, kilka kilometrów.

Po szkółce elementarnej w Kołakach, w której nauczycielem był pan Godlewski, przyszła kolej na gimnazjum w Łomży. Dla pilnego i zdolnego chłopca zaczęło się teraz nowe życie w mieście. Przybyli nowi nauczyciele, nowi koledzy.

Do nauk gimnazjalnych uczeń przykładał się bardzo pilnie, za co w nagrodę otrzymał stopnie celujące. Obok nauki nie zapomniał o wyniesionej z domu pobożności. Nie było dnia, aby w gronie swych serdecznych kolegów nie zaszedł przed lekcjami na krótkie nawiedzenie Najświętszego Sakramentu do kościoła oo. kapucynów. Poza tym niczym szczególnym się nie wyróżniał, był zawsze towarzyski, może nawet chętniej niż inni biorący udział w grach i zabawach młodzieżowych.

Jeden tylko raz losy dalszego jego pobytu w gimnazjum były zachwiane. Było to w drugiej klasie. Młodzi chłopcy, w tym i Romuald, poczęli na głos powtarzać wyraz dla ucha moskiewskiego niemiły: „kacap”. Doniosło się to do uszu inspektora, który, widząc w tym zamach polityczny na rząd rosyjski, wniósł projekt usunięcia chłopców. Losy ważyły się kilka godzin, wreszcie zwyciężył głos rozsądku, przy poparciu nauczycieli Polaków, i skończyło się na trzygodzinnej kozie.

Szybko mijały lata gimnazjalne, należało myśleć o wyborze stanu. Młody Romuald nad tym się wiele nie zastanawiał, już dawno mu głos wewnętrzny powiedział, że powołany jest do kapłaństwa. Po skończeniu nauki w gimnazjum udaje się więc do Sejn, gdzie w 1893 roku zostaje przyjęty do seminarium duchownego.

Życie seminaryjne płynęło jednostajnie w coraz to większym pogłębieniu nauki, którą kapłan ma być całkowicie przesiąknięty. Życie seminaryjne urozmaicały wakacje. Matka wraz z rodzeństwem nie mogła się doczekać przyjazdu „kleryczka”. Przyjeżdżał, ale jego żywy, nie znoszący bezczynności, temperament nie pozwalał mu długo siedzieć w jednym miejscu. Po odwiedzeniu domu rodzinnego wyjeżdżał, zwiedzał bliższą i dalszą okolicę,                a nawet dotarł do najdalszych krańców Polski, bo przedostał się nawet za kordon rosyjski,        do Krakowa i Lwowa.

Podczas pobytu w seminarium przyszły arcybiskup odznaczał się głęboką pobożnością, a wśród kolegów jednał sobie nie tylko miłość, ale dla swego taktu – cześć i szacunek. Trzeba bowiem zauważyć, że seminarium duchowne w Sejnach składało się z alumnów narodowości polskiej i litewskiej, ze znaczną przewagą liczebną tej ostatniej.

Nasz alumn swoim taktem i sercem zjednywał sobie nie tylko kolegów Polaków, którzy na starszych kursach uważali go za swego przywódcę, ale i kolegów Litwinów.

Co do urzędów seminaryjnych, jakie piastował, należy powiedzieć, że chętnie spełniał czynności podrzędne, był na przykład przez pewien czas negocjatorem, czyli dostawcą produktów codziennego użytku z miasta.

Harmonia między teorią i praktyką, między zamiłowaniem do nauki, a chętnym świadczeniem usług dla dobra innych zarysowała się w osobie przyszłego arcybiskupa od wczesnej młodości.

Po chlubnym skończeniu seminarium duchownego, został przez władzę duchowną wysłany na wyższe studia teologiczne do Akademii Duchownej do Petersburga. Ponieważ w tym czasie etat rządowy był zajęty, przez pewien czas na utrzymanie Romualda łożył prałat Krajewski, jego krewny, były administrator Diecezji Sejneńskiej i ówczesny proboszcz Łomżyński.

Wyższe studia duchowieństwu katolickiemu były w Rosji bardzo utrudnione. Toteż biskupi polscy wysyłali do Akademii alumnów najzdolniejszych, rokujących po skończeniu seminariów diecezjalnych na przyszłość poważną nadzieję. Kandydat do Akademii musiał wiec odznaczać się wybitnymi zdolnościami, zamiłowaniem pracy naukowej, pobożnością i cnotą.

W roku 1898 młody alumn Romuald Jałbrzykowski po skończeniu seminarium duchownego w Sejnach został wyświecony na diakona przez Radę Pedagogiczną Seminaryjną i Władzę Diecezjalną. Jednocześnie został przeznaczony na dalsze studia do Akademii Petersburskiej. Było to wielkie szczęście dla młodego kleryka: bardzo bowiem pragnął poświecić się wyższym studiom, zdobywać coraz więcej wiedzy, kształcić nie tylko ducha, ale także i umysł.

Ówczesny administrator Diecezji Sejneńskiej, ks. Prałat Krajewski  poparł postanowienie Rady Pedagogicznej i z braku etatu przyjął na siebie utrzymanie kleryka przez pewien czas w Akademii – tym sposobem diakon Romuald w roku 1898 pośpieszył na wyższe studia do Petersburga.

Już pierwsze jego – stosownie do obyczaju -  przedstawienie kolegom wypadło bardzo korzystnie. Miła powierzchowność, słodki, spokojny uśmiech, serdeczne w rozmowach słowa, pociągały wszystkich do niego. Te pierwsze chwile zapoznawania były zazwyczaj podstawą przyszłego koleżeńskiego życia. Toteż jak w pierwszych dniach pobytu w Akademii diakon Romuald podbił serca wszystkich, tak później w ciągu czterech lat nauki wszystkich zaliczał do przyjaciół i nie miał wśród kolegów ani jednego nieżyczliwego. Już w czasie pierwszych dni pobytu Romualda w Akademii z ust starszego kolegi padły prorocze słowa: Diakon Jałbrzykowski jest nie tylko bardzo zdolnym, ale podobno i bardzo świątobliwym. To przyszły biskup!

Akademia wymagała pracy, często nadzwyczajnej. Trzeba było z mrówczą cierpliwością ziarnko po ziarnku pokarm dla ducha. W pracy przyszłego biskupa dostrzegano nie tylko cierpliwość, ale i spokój i pewien systematyczny porządek: stale, powoli, bez wyrazu zmęczenia posuwał się naprzód w zdobywaniu nauki.

W czasie rekreacji chętnie obcował z kolegami. I młodsi, i starsi darzyli go zaufaniem
i prawdziwą życzliwością.

Rozmowy koleżeńskie przekształcały się często w dysputy i sporne rozprawy, prowadzone przez młodzież z zapałem i może nawet zbytecznym ożywieniem. Przyszły nasz biskup w tych rozmowach imponował kolegom swoim jasnym zdaniem, a taktem
 i roztropnością panował nad umysłami żywszymi i zapalczywszymi, gorętszych łagodził i godził.

W drażliwych tematach posługiwał się na ostudzenie zacietrzewienia argumentem zimnej wody: jędrnym dowcipem, serdecznym uśmiechem, odwróceniem rozmowy na inny przedmiot. Diakon Romuald nie zrażał więc do siebie nikogo i nie tracił przyjaciół.

Romualda wyróżniała wśród kolegów także cnota gotowości do podjęcia ciężarów dla kolegów lub dobra ogólnego. Proszony – nigdy nie odmówił przysługi, wręcz czuł się szczęśliwy, mogąc służyć innym i coś dobrego uczynić.

I tak w trudach, modlitwie, przyjaznych stosunkach, usługach koleżeńskich i postępie w cnotach, upływały dni w Akademii.

Każde wakacje spędzał młody Akademik nie tylko w domu, ale także poświęcał się poznawaniu piękna ziem polskich. Zapuszczał się także w głąb Rosji, odwiedzając Polaków zmuszonych mieszkać poza krajem ojczystym. Podróże przyniosły  młodemu umysłowi niemałą korzyść: Coraz więcej rozszerzał się widnokrąg młodzieńca, bogacił się w zdobycze naukowe.

9 marca 1901 roku patron naszej szkoły przyjął święcenia kapłańskie. Osiągnął wiec cel, do którego od zarania życia zdążał.

W tym samym, 1901 roku, ks. Romuald uzyskał odznakę swojej pracy naukowej w Akademii w postaci stopnia Kandydata, a w roku1902 ukończył studia Almae Matris ze stopniem Magistra św. Teologii. Teologii cum exima laude i udał się do kraju, do swoich.

 

 

 Romuald Jałbrzykowski


DO WYBORU NA BISKUPA

Po chlubnym ukończeniu Akademii Duchownej młody kapłan z polecenia ówczesnego biskupa Sejneńskiego , Antoniego Baranowskiego, objął w Sejnach stanowisko profesora seminarium duchownego. Obok języka polskiego i Pisma Świętego wykładał jeszcze inne przedmioty – katechetykę, pedagogikę, wymowę świętą, patrologię, a nawet zastępczo i teologię moralną. Słowem, nie było dziedziny nauki, której by nie tknął i zagadnień, których by nie przeorał.

Jako wykładowca zdobył sobie serca nie tylko alumnów Polaków, ale i Litwinów. Szacunkiem i miłością otaczali go wszyscy. Największą zaś metodą, jaką oddziaływał na swych wychowanków, był własny przykład.

Oddanie się życiu wewnętrznemu, pracy kapłańskiej, sumienne spełnianie swoich obowiązków – oto, co kształciło serca młodych lewitów. Verba volant, exempa trahunt” „Słowa uciekają, przykłady pociągają” -  ulubione przysłowie vice regensa w nim samym miało najlepszego wykonawcę. Tak czynił przez 16 lat, aż do momentu w którym otrzymał sakrę biskupią.

„Dobro promienieje” – mówi łacińskie przysłowie. Tak i ks. profesor Jałbrzykowski w krótkim czasie nie tylko dał się poznać szerszym warstwom społeczeństwa jako znakomity profesor, ale i jako kapłan.

Jeżeli praca społeczna jest niezbędna w czasach dzisiejszych, zarówno w miastach, jak i wsiach, to cóż dopiero mówić o Sejnach, leżących na kresach Rzeczypospolitej, z której Litwini chcieli urządzić swoją twierdzę. Dzięki inicjatywie księdza profesora Jałbrzykowskiego powstaje na szeroką skalę zakrojone stowarzyszenie spółdzielcze „Gospodarz”. Była tu chrześcijańska stołówka, sklep spożywczy kolonialny, sklep
 z narzędziami rolniczymi. Obok tej placówki ekonomicznej ksiądz profesor Jałbrzykowski powołał do życia placówkę mającą budzić ducha katolickiego i narodowego. Był to Związek Katolicki. Główną ostoją Związku była utworzona szkoła prywatna, w której polskie dzieci od maleńkiego zaprawiały się do ukochania tego, co katolickie i polskie. Obok szkoły był przytułek dla starców, biblioteka, czytelnia.

Gdy tylko starczało czasu ksiądz profesor Jałbrzykowski, sam lub w czyimś towarzystwie, udawał się do pobliskich wiosek, niosąc w węzełku książkę lub gazetę. W ten sposób poziom oświaty wśród ludności wiejskiej podniósł się, rozwinięte czytelnictwo było tego najlepszym dowodem. „Gazeta Świąteczna” i „Zorza” rozchodziły się setkach egzemplarzy.

Za tak wielkie prace wielki pionier narodowy otoczony był powszechnym uwielbieniem
i miłością. W towarzystwie był rozrywany, każdy chciał z nim rozmawiać. A on nie gardził nikim, bywał, a jak zwykle zawsze krótko, wszędzie, u możnych okolicznych obywateli i pod wieśniaczą strzechą lub  w izbie robotniczej. A wszędzie niósł ze sobą radość życia, nadzwyczajną pogodę, wiarę w lepsze jutro.

W Sejnach pracował ksiądz Jałbrzykowski do roku 1915. wybuch wojny zastał go na posterunku. Jako vice regens miał do zwalczania różne trudności pochodzące ze strony okupantów – Niemców. Wychodził zawsze zwycięsko, zdobywając sobie uznanie tak u władzy duchownej, jak u alumnów i samych nawet wrogów. Wrodzony takt i łagodność oddziaływały tam, gdzie argumenty okazywały się za słabe.

W połowie sierpnia 1915r. z polecenia Jego Ekscelencji księdza biskupa Karasia seminarium duchowne z Sejn przeniesione zostało do Mohylowa nad Dnieprem. Tam, iście w spartańskich warunkach rozpoczął ksiądz kanonik Jałbrzykowski organizowanie seminarium, ale władze przeniosły je do Petersburga. Ksiądz Jałbrzykowski pozostał w Mohylowie i tu z pomocą pochodzącego z Suwałk inżyniera nazwiskiem Galera rozpoczął organizowanie ochron i przytulisk dla uchodźców. Z początkiem roku 1916 ksiądz kanonik Jałbrzykowski przejechał do Mińska. Tu przede wszystkim troszczył się o zaspokojenie potrzeb duchowych uchodźców. W tym celu, w porozumieniu z miejscowym duchowieństwem, zorganizował wykłady religii i opiekę duchowną we wszystkich szkołach i ochronach.

Miejscowa ludność zachwycała się porządkami zaprowadzonymi przez przyszłego biskupa i bezwiednie lgnęła do tego światła, jakie zrządzenie Opatrzności jej zesłało. Ksiądz kanonik Jałbrzykowski osobistymi zabiegami i własnym pomysłem zorganizował 4 szkoły; dwie ogrodniczo-rolnicze i dwie rzemieślnicze.

Nadszedł wreszcie upragniony czas powrotu do Ojczyzny – w 1917 roku ksiądz kanonik Jałbrzykowski powrócił, razem z biskupem Karasiem, do Sejn pozostających jeszcze pod okupacją niemiecką. W niedługi czas potem, w lipcu 1818 roku, ksiądz kanonik Jałbrzykowski otrzymał nominację na proboszcza parafii Radziłów w powiecie szczuczyńskim z prawem zarządzania polską częścią diecezji. Niedługo jednak został przyszły biskup w Radziłowie. Już w pierwszych trzech miesiącach zarysowała się wyraźnie wśród Episkopatu Polskiego jego kandydatura na godność biskupią. W sierpniu na zjeździe Biskupów Polskich postanowiono, aby dla części polskiej Diecezji Sejneńskiej dać biskupowi Karasiowi sufragana i na to stanowisko jednogłośnie przedstawiono księdza kanonik Jałbrzykowskiego.

 

 

 Epitafium Biskupa umieszczone na filarze w prezbiterium katedry łomżyńskiej


OKRES BISKUPI

30 listopada 1918 roku w Łomży odbył się akt konsekracji księdza kanonika Romualda Jałbrzykowskiego na biskupa. Konsekracji dokonał Jego Eminencja ksiadz kardynał Kakowski w towarzystwie Ich Ekscelencji księdza biskupa płockiego i biskupa wojskowego, księdza Galla. Na tej uroczystości obecny był też przyszły Ojciec św. Pius XII oraz Jego Ekscelencja ksiądz biskup Karaś z Sejn.

Po konsekracji biskup Jałbrzykowski zamieszkał w Łomży i stąd kierował polską częścią diecezji sejneńskiej.

Po zakończeniu wojny biskup Jałbrzykowski podjął się trudu budowy nowych struktur kościelnych, czego wyrazem było założenie w Łomży seminarium duchownego. Mając już seminarium, przystąpił ksiądz biskup do organizowania pomocy społecznej. Powołany Komitet Opieki Społecznej i Towarzystwo Dobroczynności znalazły w osobie biskupa najgorliwszego patrona. Zakładano tu kuchnie dla najbiedniejszych, rozdawano odzież, zakładano ochronki. Aby podnieść poziom wykształcenia ludności, zebrał biskup koło siebie koło miejscowego nauczycielstwa, zakładał kursy wieczorowe, układał programy oświaty.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku biskup Romuald Jałbrzykowski stanął na czele społecznego Komitetu Obrony Łomży. Podczas okupacji Łomży przez Armię Czerwoną został na kilka dni aresztowany. W tych ciężkich dniach zachował niezmąconą pogodę i spokój ducha. Na prowokacje nie zwracał uwagi, chociaż najprawdopodobniej groziła mu śmierć, ale odpowiedni rozkaz nie padł. Za wielkie zasługi w czasie najazdu bolszewickiego został w 1921 roku uhonorowany Krzyżem Walecznych.

Po zakończeniu wojny z bolszewikami, biskup Jałbrzykowski kierował odbudowywaniem tego, co zostało zniszczone. Już 1 października otwarto rok w seminarium duchownym. Zaraz też zorganizowano dla ludności miejscowej kursy dokształcające, pogawędki niedzielne, a później wykłady z Pisma Św.

Wielkim dobrodziejstwem była dla społeczeństwa Ziemi Łomżyńskiej Szkoła Rzemiosł założona w 1922 roku przez biskupa Jałbrzykowskiego. Szkoła ta, według intencji Dostojnego Pasterza, miała na celu ułatwienie biedniejszej młodzieży miejskiej i wiejskiej naukę rzemiosła w trzech wydziałach: stolarskim, szewskim i krawieckim.

W 1923 roku ksiądz biskup założył w gmachu seminarium w Sejnach gimnazjum filologiczne i internat dla kandydatów do wyższego seminarium duchownego. Gimnazjum finansowane było ze środków jego Ekscelencji.

15 grudnia 1925 roku papież Pius XI prekonizował biskupa Jałbrzykowskiego na biskupa nowo utworzonej diecezji łomżyńskiej. Stolicą biskupią została Łomża, która już od lat stanowiła ośrodek życia religijnego i społecznego na tych terenach.

Przed objęciem rządów w diecezji nominat udał się do Rzymu, by podziękować Ojcu Świętemu za zaufanie i prosić o błogosławieństwo.

Uroczysty ingres biskupa Jałbrzykowskiego do katedry pod wezwaniem świętego Michała Archanioła w Łomży odbył się 26 stycznia 1926 roku w obecności kardynała Kakowskiego.

Rada Miejska Łomży 7 lutego 1926 roku nadała Jałbrzykowskiemu tytuł pierwszego honorowego obywatela miasta Łomży. Uczyniła to w dowód uznania dla jego zasług przy organizowaniu diecezji łomżyńskiej i gorliwej pracy społecznej w latach 1919-1925.

Po niespodziewanej śmierci arcybiskupa J. Cieplaka biskup Jałbrzykowski został przeniesiony do Wilna, na stanowisko Arcybiskupa Metropolity. Ingres do katedry wileńskiej odbył się 8.09.1926 r. Niedługo po objęciu stolicy arcybiskupiej, tj. 2.07.1927 r., przygotował uroczystą koronację obrazu Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie. W powierzonej sobie największej diecezji Polski starał się o rozwój sieci parafialnej, rozwój życia religijnego i moralnego (do 1939 r. zwizytował trzykrotnie wszystkie parafie diecezji i dwa razy wygłosił rekolekcje wielkopostne we wszystkich parafiach Wilna), troszczył się o podniesienie poziomu wykształcenia kleru i rozwój organizacji społecznych i stowarzyszeń katolickich. Zorganizował Kongresy w Wilnie: Eucharystyczny i Maryjny. Zwołał Synod Archidiecezjalny w 1931 r. i Synod Prowincjalny w 1939 r. Po wielkiej powodzi w Wilnie w 1931 r. powołał Komitet Ratowania Bazyliki. Założył Drukarnię Archidiecezjalną. Popierał zdecydowanie akcję unijną na Kresach Rzeczypospolitej.

Po zajęciu Wilna przez Litwinów w październiku 1939 r. popadł w ostry konflikt z Litwinami, którzy wcześniej zarzucali już mu działalność polonizacyjną i osłabianie wpływów litewskich. W grudniu 1939 r. rząd litewski zwrócił się z formalną notą do Watykanu o odwołanie Arcybiskupa z Wilna i powołanie na jego miejsce administratora apostolskiego. Po śmierci biskupa pomocniczego Kazimierza Michalkiewicza Stolica Apostolska mianowała 9.07.1940 r. Litwina Mieczysława Reinysa, arcybiskupem tytularnym i sufraganem wileńskim. Po zajęciu Wileńszczyzny przez Niemców Arcybiskup otrzymał od Stolicy Apostolskiej nominację na administratora apostolskiego Archidiecezji Mohylewskiej i diecezji mińskiej.

Dnia 22.03.1942 r. abp R. Jałbrzykowski został aresztowany przez gestapo i do lata 1944 r. był internowany w domu Księży Marianów w Mariampolu.

Po wypędzeniu Niemców z Litwy przez wojska sowieckie arcybiskup Romuald Jałbrzykowski powrócił w dniu 5. 08.1944 r. do Wilna z internowania w Mariampolu. Zajął się teraz z zapałem sprawami archidiecezji, obsadą parafii, w których brakowało kapłanów, a także wysyłał kapłanów na Białoruś. Jesienią otworzył znowu Seminarium Duchowne. Praca jego była uważnie obserwowana przez odpowiednie czynniki moskiewskiej władzy. W dniu 25.01.1945 r. w godzinach rannych do rezydencji arcybiskupiej wkroczyli przedstawiciele NKWD i rozpoczęli rewizję, która trwała do godz. 2 w nocy. Po jej zakończeniu aresztowano Arcybiskupa i ks. kanclerza Adama Sawickiego. Umieszczono ich w więzieniu przy ul. Ofiarnej. Decyzja o aresztowaniu abpa Jałbrzykowskiego – według akt sądowych – podpisana została w dniu 19.01.1945 r. Pozwolono przynosić do więzienia jedzenie i opatrunki. Arcybiskup był bowiem chory i od lat miał przetokę. Po tygodniu mniej więcej władze z więzienia zaproponowały siostrom prowadzącym dom Metropolity, by jedna z nich zgodziła się pójść do więzienia i pielęgnować arcybiskupa. Oddelegowano siostrę Marię Nowak. Ona też po powrocie opowiedziała wiele szczegółów z więziennego pobytu.

„Arcypasterz został umieszczony w podziemiu więziennym w małej celi nr 33 o jednym małym okienku z wybitymi szybami, które znajdowało się tak wysoko, że w żaden sposób nie można było zobaczyć, co dzieje się na ulicy (...) Cela była bardzo brudna, pokryta grubymi warstwami kurzu i wszelkiego rodzaju robactwem, a z tego najdokuczliwsze wszy odzieżowe. Nie było nawet niezbędnych sprzętów za wyjątkiem połamanego, bez nogi kojca, który się przewracał wraz z Arcypasterzem, a z którego mimo to Arcypasterz korzystał, ponieważ nie chciał kłaść się na brudnej i wilgotnej podłodze. Cela zaś strasznie zimna, nie tylko nie opalana, ale nawet bez szyb, a zima była bardzo mroźna. Najstraszniejsze było to, że na wprost prawie celi znajdowała się ubikacja (...) W więzieniu nie miał ani chwili spokoju, bo w dzień wciąż zaglądali do okienek, albo wpadała z hałasem komisja pytając, czy nie ma jakiegoś żądania, a gdy o coś prosił, zawsze obiecywali, ale z wykonaniem się ociągali. W nocy natomiast o godz. 11 na kilka godzin zabierali na badania, po których Arcypasterz wracał bardzo zmęczony, z wypiekami na policzkach i dłuższy czas chodził po celi chcąc się uspokoić.

Chcieli zatruć Arcypasterza wpuszczając i rozpylając przez okienko judaszowskie jakiś płyn, który padając na podłogę pozostawiał białe plamy. Arcypasterz zaraz poczuł się bardzo źle, dostał strasznych bólów głowy, a odbijało się tak strasznie, że leżącego unosiło do góry – tak się męczył całą noc. Spostrzeżone plamy zostały natychmiast wytarte zimną wodą i to uratowało od całkowitego zatrucia. Od tego czasu Arcypasterz zaczął chorować na nerki, mocz się zatrzymywał, okropnie się zaziębił, dostał silnego zapalenia stawów i wówczas przyprowadzili lekarza więziennego – kobietę, a ta widząc niebezpieczny stan, kazała postawić bańki, dać gorącej wody na okłady oraz zwrócić przybory do golenia. Otrzymał również łóżko, pozwolili odprawiać Mszę Świętą, którą odtąd odprawiał co dzień aż do końca pobytu w więzieniu”.

W dniu 20.02.1945 r. władze podpisały dokument o zwolnieniu Arcybiskupa z więzienia ze względu na stan zdrowia i potrzebę specjalnego leczenia. Zobowiązano do „nie wyjeżdżania”. Odwieziono go do domu w nocy, o godz. 2, 24 lutego.

Siostra Nowak, opowiadając o okresie więziennym Arcybiskupa, mówiła, iż „ ... w czasie pobytu w więzieniu odprawił dziewięciodniowe rekolekcje, co dzień na kolanach odmawiał od razu trzy części różańca św., co dzień odprawiał Drogę Krzyżową, śpiewał pieśni pobożne, piosenki o więźniach – zawsze był spokojny, opanowany, a na twarzy odbijała się radość”.

W międzyczasie zapadła decyzja o nakazie wyjazdu abp. Jałbrzykowskiego do Polski, o której to decyzji zainteresowany dowiedział się dopiero w pierwszych dnia lipca 1945 r., gdy u niego zjawili się przedstawiciele NKWD i nakazali, by w przeciągu trzech dni opuścił Wilno i wyjechał do Polski. Po interwencjach dano 10 dni na spakowanie się i wyjazd. W dniu 14 lipca wyjechał na zawsze z Wilna.

 

 

 publikacja


BIAŁYSTOK

15. 07. 1945 r. do Białegostoku przyjechał metropolita wileński abp R. Jałbrzykowski. Kilka miesięcy wcześniej przez miesiąc czasu był więziony na Łukiszkach. Teraz w nowym miejscu utworzył kurię i sąd arcybiskupi, tu też znalazła się większość prałatów i kanoników Kapituły Bazyliki Metropolitalnej Wileńskiej. W Białymstoku powstał więc ośrodek administracji kościelnej archidiecezji wileńskiej, który władze państwowe w okresie stalinowskim usiłowały zlikwidować. Z oficjalnego nazewnictwa usunięto to, co podkreślało związki z Wilnem i w praktyce przyjęło się określenie "archidiecezja w Białymstoku".

Po przybyciu do nowej stolicy biskupiej i stworzeniu podstawowych organizacji diecezjalnych biskup Jałbrzykowski podjął starania o zapewnienie wystarczającej liczby kapłanów do pracy duszpasterskiej.

Arcybiskup dbał nie tylko o odpowiednią liczbę kapłanów, ale także zajął się określeniem stanu moralnego i duchownego diecezji oraz podjął działania zmierzające do odnowy ładu moralnego i pogłębiania form życia religijnego wiernych w sytuacji coraz silniejszych nacisków antyklerykalnych ze strony rządu. Za najważniejsze działania arcybiskup uznał te, które prowadziły do walki z alkoholizmem, kradzieżami i zepsuciem moralnym. Ważne miejsce zajmował też problem obrony życia poczętego.

W pierwszych latach powojennych nauka religii odbywała się w szkołach, toteż arcybiskup dbał o odpowiednie przygotowanie księży uczących katechezy. Po roku 1950, gdy rząd usunął naukę religii ze szkół, arcybiskup nakazał tworzyć punkty katechetyczne w prywatnych domach. Większość dzieci i młodzieży została objęta tą formą katechizacji.

14 września 1945 roku arcybiskup wydał rozporządzenie o zorganizowaniu w każdej parafii oddziału Caritas. Związek ten miał za zadanie nie tylko prowadzić akcje charytatywne, ale także rozdzielać dary płynące z zagranicy. Caritas na terenie diecezji działał do lutego 1950 roku, kiedy to został zamknięty ze względów politycznych.

Jesienią 1950 roku podjęto starania, by zlikwidować diecezję w Białymstoku. Tylko nieprzejednanej postawie księdza arcybiskupa i poparciu prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego zawdzięczamy, że diecezja pozostała, zmieniła się tylko jej nazwa.

Pragnienie duchowego dobra dla wiernych archidiecezji było motywem wszelkiej działalności duszpasterskiej Jałbrzykowskiego, odbywał wizytacje parafii, udzielał sakramentu bierzmowania, codziennie zasiadał do konfesjonału, by słuchać spowiedzi. W niedzielę i święta, a Wielkim Poście codziennie, głosił Słowo Boże.

Ostatni rok życia był jednak czasem chorób i cierpienia. Przebyte wcześniej operacje i nadwątlone przez przeżycia wojenne zdrowie dawało się coraz bardziej we znaki. ”Ten rok samotności dał mi więcej niż całe życie” – w tych słowach zawarł całe doświadczenie cierpienia i osamotnienia.

Arcybiskup Romuald Jałbrzykowski zmarł w Białymstoku 19 czerwca 1955 r. Był odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski "Polonia Restituta" za odbudowę życia polskiego na kresach, Krzyżem Walecznych (1922) za postawę w czasie obrony Łomży przed bolszewikami, a także Krzyżem Złotym Zasługi z Mieczami, przyznanym przez Komendę Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej. Otrzymał także od Rosjan w czasie I wojny światowej Order oficerski św. Jerzego za pomoc jeńcom rosyjskim, przetrzymywanym przez Niemców w Sejnach.

 

 

Opracował:

Bogdan Zaremba